20.10.2013

A w wakacje...

...nie obijałam się! Oto nowa Kolekcja Pięciogroszówek, czyli powrót do źródeł. Korzeniami sięga jeszcze czasów, gdy dzień kończył się długo po dobranocce, a temperatura pozwalała na bieganie w krótkich rękawkach. Wykończyć udało mi się ją jednak dopiero, gdy już opadł entuzjazm po stworzeniu kompleciku. Jeszcze trochę i długością procesu twórczego doganiałaby śledzia :)


A nową kolekcję już można łapać na DaWandzie!

14.10.2013

Czerwień wszędzie

Postanowiłam, że z projektów do Art-Piaskownicy będę czerpać "pełną gębą", będę się kłaniać słowu 'wyzwanie' i będę wyzywać samą siebie. Zaczęłam więc od nauki tworzenia pięknego, światełkowego bokeh. Może nie wyszło tak piękne, jak sobie je wyobrażałam, jednak zadowalająco na pierwszą próbę. No a ponadto umieściłam w mozaice same fajne te czerwone rzeczy. Kubek wypełniony po brzegi śmietanką to już radość bez wyjaśnień. A do tego jesienna pyracantha, która występuje też w wersji pomarańczowej (i pięknie wygląda w każdej możliwej postaci wykorzystania, choć moja już nie pierwszej świeżości) i zeszytowa wersja interdruku, która porwała mnie w całości - oprócz kropek są jeszcze paski. Jak trafnie ujęli by to brytyjczycy - last but not least, nie było mowy, żeby przy takiej okazji nie sfotografować płyty The Red Album Weezera. A własnoręcznie malowane pudełko na koraliki leży tam w celach mocno metaforycznych.


Jeszcze krzyknę: help! Czy tylko mnie blogger ostatnio tek szaleńczo nasyca zdjęcia?

08.10.2013

Sztywniaki: powrót

Wyszywanie sztywniaków zawsze daje mi mnóstwo radochy. Może dlatego, że lubię rozweselać ich sztywną naturę, tak jak rozweseliłam tę parę. Fasetowane koraliki w jasnym granacie (?) z kolorową
i chabrową otoczką świetnie nadają się na ponure dni. Mnie pasują idealnie do grubego czarnego swetra z długimi rękawami i kubka gorącej herbaty popijanej z wysokiego, ceramicznego kubka.


P.S. Czy Wy też macie takie małe przyjemności jak na przykład patrzenie na proces mieszania się kawy z wlewaną śmietanką? :)

04.10.2013

Śledź mnie!

Proszę Państwa, oto śledź. Przypłynął ze źródła w dalekich internetach: to tam zobaczyłam podobnego śledzia i wiedziałam, że koniecznie muszę takiego mieć, choć za Chiny nie potrafię teraz tego źródła znaleźć (czyżby 'wzorowy' śledź odpłynął?). Jest stworzeniem wesołym i widzi tylko swoją kolorową stronę, takiż z niego śledź-optymista! Z zamysłu miał też posiadać niemałą rodzinkę w różnych kolorach.
I niewątpliwie będzie ją miał. Biorąc pod uwagę jednak, że stworzenie tego stworzonka zajęło mi ponad rok, całej gromadki można się spodziewać za jakieś... pięć lat. Ale jak mówią - cierpliwość popłaca.


Przy okazji chwalę się, jakie ładności (razem z dwoma innymi, równie ładnymi kolczykowymi parami) dostałam od Oli z Lexie's Art, w ramach wymianki. Teraz mam już pięć oczu i gdy zostanę babcią, to z pewnością będę lepiej widzieć.