25.12.2015

Radości!


Radosnych, wesołych Świąt!
By na nowo odrodziły się w Was wszystkie
te wartości, z którymi te Święta są związane,
a także byście czuli ciepło i bliskość relacji rodzinnych

życzy
Zwykły Człowiek

08.11.2015

Czarne koronki

Ot, takie tam, zwykłe klasyczne sztywniaki, które na początku wyglądały zupełnie inaczej, ale gdy już porobiłam zdjęcia, to uznałam, że nie może tak zostać. Ostatecznie wylądowały z pierwszą czarną koronką jaką wyszyłam. Klasyki zwyklaki. Udanego tygodnia! :)

14.10.2015

Pilna potrzeba oświecenia

Przykro tak, że znów nadeszły takie pogodowe potwory, w których nawet jeśli udaje mi się spiąć z koralikowaniem, to twory pokazać przetrudno, bo światła brakuje wszędzie - i na parapecie, i w aparacie, i w duszy też. Choć niezależnie od pory dnia oświecona się nie czuję, tym nie mniej staram się usilnie, wykorzystuję skarpetki i zmuszam brochę do pokazania się. Patrzcie! Z nią wychyliłam się tym razem mocno w stonowane fiolety i amaranty. Trzeba przyznać, że lubimy się całkiem.


29.09.2015

Świetliste fiolety przeczyste

Z fioletami jakoś nigdy się nie lubiliśmy. Albo może to i z mojej strony tylko niechęć? W każdym razie wszystko dzisiaj jest nie tak, bo użyłam też neonowo-szmaragdowych środków (ja!), które w rzeczywistości jeszcze bardziej trzaskają po oczach i z oddali już wrzeszczą (a może to skumulowanie i uosobienie wszystkich wrzeszczących koralików w mojej szafie). I muszę przyznać, że mi się to spodobało! A zatem pozostaje wykrzyknąć tylko jedno - gromadko kolczyków z oczodającymi środkami, nadchodzę!
P.S. Jeśli ktoś pamięta moje ulubienie spraw związanych z kosmosem, to przedwczoraj tak kunsztownie udało mi się uwiecznić czerwony księżyc, że chyba trzeba zrobić jakąś inspirację. :)


18.09.2015

Brocha, która już nie szlocha

Zbieram siły życiowe na jesień, tupię po miastach w poszukiwaniu ukrytych skarbów, kręcę się patrząc w niebo, skaczę na południe by przywieźć trochę piasku i - w końcu! - szyję kosmate twory! Broszka dzisiejsza zaczęła się robić dawno, dawno temu, za górami i za lasami, acz w międzyczasie jakoś w nią zwątpiłam. Teraz za to, jak spojrzałam na nią biedną i niedokończoną, uznałam, że to przykro trochę tak, no i tym dokończeniem wkraczam na poziom zintensyfikowania się na poziomie koralikowym i odparcia zasłyszanych szlochów. Obiecuję!


A na koniec, jako że mi miło, dołączam jeszcze bułę. Bywajcie!

12.09.2015

Będę-nie-będę

Dziwnawo tak, wrzucać znów obrazek-przerywnik mający utrzymać kontakt z anonimową stroną wyobrażoną i sprawić wrażenie, że coś robię, kiedy tak naprawdę totalnie nic nie robię (uff, przynajmniej raz udało się przyznać!). Filcom już zaczyna się robić smutnawo, że takie nie po kilkakroć przewracane i dopasowywane, a ostatnio też słyszałam przytłumione szlochy koralików z górnej szuflady. Igły nawet coraz bardziej nachalnie starają się wpadać w ręce gdy sięgam po ołówki, a ja wciąż odrzucam. Bezduszna! Choć prawdą jest, że jeden drobniutki pomysł o zwoje mózgu się tłucze, to znając mój ostatni tryb działania, wykonam pewnie koło listopada. Albo i grudnia. A w ramach "trochę mi głupio, że o stronę nie dbam", wrzucam zeszłoroczny wrocław, co mi pół filmu, zachłanny, pożarł.